piątek, 8 maja 2015

Wierzby.....

.... w Toporzysku. Gdzie ? Dzisiaj tak naprawdę nie byłbym w stanie określić gdzie się włóczyłem. Pewnie gdzieś w przysiółku Bór na drodze na Wysoką. Tam znajduje się taki potok wijący się pomiędzy gospodarstwami, pastwiskami a potem w lesie. A temat " Wierzby " fascynuje mnie do dzisiaj. Dla mnie to są naturalne rzeźby. Każda inna, każda ze swoim charakterem. Kapitalnie wpisują się w krajobraz Polski.
Więcej nie piszę. Niech mówią same zdjęcia. 
Fotografie robiłem w październiku 1980 roku. Maja 35 lat















Wierzby. Toporzysko. 1980 rok październik. Marek Lasyk

środa, 6 maja 2015

Juwenalia 1978....

.... niewiele różniły się od tych w latach dzisiejszych. Przynajmniej w sferze ubioru a raczej przebrania. To był rok dziwny jeśli chodzi o Juwenalia. Rok po zabójstwie Stanisława Pyjasa władzom bardzo zależało aby zabawa studencka odbyła się i była jak najbardziej huczna. Z tego co pamiętam były też odezwy, plakaty do studentów aby odłożyli te zabawy. Z tego co widzimy apele chyba nie do końca skutkowały. Zabawy w zasadzie podobne do tych co dzisiaj, picie tak samo, jedyna różnica to taka, że dzisiejsi studenci nie maja mleka kapslowanego wystawianego z rana przed klatkami schodowymi. Wtedy był to rewelacyjny napitek na kaca dla studenta. Dzisiaj tego nie ma. No i różnica też taka że wczorajszy organizator nie znał słowa akredytacja . Dzisiaj organizator odmawia prawa do fotografowania zamkniętych imprez mówiąc o " firmach komercyjnych zarabiających na nich " - to o Agencjach Fotograficznych przygotowujących materiał dla prasy. Nawet nie chce mi się dyskutować na ten temat.
A na zakończenie straszeniem ciekaw czy przypadkiem odnajdą się ci studenci z roku 1978. Piszcie jak się znajdziecie.....















 








 
Juwenalia 1978 r.   Marek Lasyk

środa, 29 kwietnia 2015

Hubal....75 lat temu

To było 75 lat temu. W zagajniku kolo niewielkiej wsi Anielin w Opoczyńskim schronili się żołnierze Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego  majora Hubala. Dzień wcześniej w wyniku wielu obław, pościgów oddział został rozdzielony i rankiem mieli przebijać się przez pobliska Pilicę aby uciec kolejnej obławie. Świtem niemiecki żołnierz natknął się na ułana z oddziału. Wybuchła strzelanina. Major w czasie dosiadania swojego " Demona " został postrzelony. Wraz z majorem postrzelono " Demona " Oprócz luzaka " Rysia " majora i jego konia wszystkim udało sie zbiec. Niestety to był ostatni akt działania Oddziału. Miesiąc później 24 żołnierzy Oddziału w wyniku kapitulacji Francji nie widząc dalszych perspektyw działania podjęło decyzje rozwiązania. Broń zakopano i w cywilnych ubraniach wszyscy rozeszli się w swoja stronę

Tak zakończyła się jedna z najbardziej niezwykłych historii Kampanii Wrześniowej 1939 roku. Hubalczycy - bo tak nazwano ich oddział w historii,  mimo tragicznych losów zarówno dowódcy majora Henryka Dobrzańskiego jak i jego żołnierzy wpisali się do naszej historii  niezwykłym bohaterstwem. Przeciwstawiając sie niemieckiemu najeźdźcy byli ostatnimi żołnierzami Września 39 roku i jednocześnie pierwszymi partyzantami Państwa Podziemnego.   

W równo 40 lat po tych wydarzeniach w lipcu 1979 roku wraz ze swoimi harcerzami dotarliśmy do Anielina. Dla nas było to spotkanie z niezwykła historią. Swoje namioty rozbiliśmy tuz obok Szańca Hubala , miejsca gdzie zginał major Hubal....












Ten Pan na zdjęciu to świadek tamtego dnia 30 kwietnia 1940 roku. Spotkaliśmy go niedaleko Szańca gdzie mieszkał z rodzina od pokoleń. Jego ojciec pomagał oddziałowi Hubala jak mógł. Feralnego dnia to na ich podwórko Niemcy przywieźli zastrzelonego majora. Domagali się zidentyfikowania zwłok. Zarówno ojciec, matka jak i on stanowczo zaprzeczyli jakoby poznawali osobę zastrzelona. Kiedy rozmawialiśmy z nim opowiadał ta historię ze łzami w oczach i trzęsącymi się rękoma. Do dzisiaj przechowywał gazety ze zdjęciami zastrzelonego majora zrobionymi przez Niemców. Nie mógł się pogodzić po tylu latach ze jako 13 letni chłopiec musiał wyprzeć się majora....


Grobu majora Hubala nigdy nie odnaleziono. Nie wiadomo gdzie ukryli go Niemcy. Z obawy przed szerzeniem się historii " Szalonego majora " Niemcy ukryli zwłoki. Nigdy do dzisiaj nie udało się odnaleźć grobu majora. 
Więcej szczęścia miał Hubal u artystów. Film " Hubal; " w reż. Bohdana Poręby to chyba jeden z najlepszych filmów opowiadających o tamtych czasach. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Krzyżtopór

To niezwykłe ruiny zamku które znajdują się w Ujeździe na ziemi świętokrzyskiej.  Dotarliśmy tam w czasie Obozu " Hubalowego" po kilku dniach.
Ruiny są niezwykłe. Zamek zbudowany w XVII wieku w latach 1627–1644 przez Krzysztofa Ossolińskiego. To niezwykła ambicja tego szlachcica pchnęła go do budowy Zamku który miał przyćmić wielkością Wawel. ( Jest nawet nazywany drugim Wawelem ) Jego ambicja doprowadziła go do śmierci po roku od wybudowania zamku a jego syna obarczył ogromnymi długami. Zamek nie stał długo. Został zniszczony w czasie Konfederacji Barskiej w 1770 roku. Wcześniej był ograbiony przez Szwedów w czasie Potopu Szwedzkiego. Od Konfederacji w stanie ruiny. Dzisiaj w nomenklaturze urzędowej to Ruina Trwała.
Zamek ze względu na brak naukowego opracowania obrósł wieloma legendami. jedna z nich głosi iż okien miał tyle, ile dni w roku, pokoi tyle, ile tygodni; sal wielkich tyle, ile miesięcy, a cztery narożne jego baszty odpowiadały liczbie kwartałów. Czy zastosowano w pałacu symboliki liczb nawiązującej do kalendarza niewiadomo. Nikt tego tak naprawdę nie policzył. To domysły.

Zamek w stanie z 1979 roku był naprawdę ruina. Widać było że ówczesne władze walczyły o utrzymanie jako takiego stanu, ale chyba nie szło im to. Wszędzie były dziury w murach, można byłe wejść bez żadnych problemów. Pamiętam ze było spore niebezpieczeństwo aby coś na głowę nie spadło. Z tego co wiem dzisiaj budowla jest juz bardziej zabezpieczona, uporządkowana i udostępniona turystom. Tylko turyści muszą tam dotrzeć. A ambicja szlachcica stawiającego ten zamek było właśnie postawienie go w tym miejscu gdzie nic nie było. I nawet dzisiaj z wybraniem się tam jest problem czasowy. Dość daleko. Ale warto się tam wybrać Wrażenia ogromne.












Nasz obóz rozbiliśmy przy samych murach zamku...



 A tak wyglądała cała nasza " banda " obozowa w przystanku w Ujeździe. Liczyliśmy na autobus. Ale nic z tych rzeczy. Na Szczytniak poszliśmy na piechotę.