sobota, 14 marca 2015

Święto Gazety Południowej....

.... czyli dla kazdego coś dobrego.  Dla młodszych czytelników tego bloga gazeta Południowa to Gazeta Krakowska z czasów Gierka. W czasie panowania przemożnej propagandy sukcesu potrzebny był dziennik na Polskę Południowa. Wiec Gazeta Krakowska tuba PZPR - u zmieniła się któregoś dnia w Gazetę Południową. Największy organ prasowy tamtych czasów w Krakowie i całej byłej Galicji.

 Najczęściej w czerwcu gazeta Południowa organizowała wielkie Święto Gazety Południowej. Przez trzy dni Kraków szalał na przeróżnych imprezach. Od  artystycznych po kiermasze na których coś rzucili....

Jarmarczny styl oferowano na Błoniach. Czegóż tam nie było. karuzele, wesołe miasteczko... 



Dzieci  przy Błoniach miały konkursy plastyczne...




Oprócz karuzel w Wesołym Miasteczku były strzelnice...


Gabinet Śmiechu...


No i właśnie to urządzenie którego nazwy nie znam. Sprawdzało się silę delikwenta...


Sport był reprezentowany przez karatecy ćwiczący Kyokushin





Był tez pion Usług. A jakże. Spółdzielnia Usług Mieszkaniowych " Gromada "


A po Błoniach rzeki krakowian przelewały się wte i wewte...
 





Drugą areną Święta Gazety Południowej był Rynek Główny.  Tu występowali artyści. I ci zawodowi i ci amatorzy. Było raz na ludowo...


Raz dla dzieci....


Oczywiście musiały być Andrusy z Olkiem Kobylińskim...




No i gwiazdy. Andrzej Sikorowski z " Pod Budą " , z tyłu za jeszcze owłosionym " Maliną " Jan Hnatowicz ..



A na deser uwielbiany przez pokolenie naszych czasów Wojtek Belon z " Wolną Grupą Bukowiną "  Wtedy to były czasy. Belon, " Zajączek " Grażyna Kulawik, Wojtek Jarociński...






Cudne to były czasy " Wolnej Grupy Bukowina "

Zdjęcia robiłem w czerwcu 1977 roku. W 1980 roku po sierpniowych wydarzeniach Maciej Szumowski ( chyba ) zainicjował powrót gazety do swojej historycznej nazwy Gazeta Krakowska. I tak jest po dziś dzień. Niestety bez święta...

Marek Lasyk


środa, 11 marca 2015

Krowy na Błoniach, Holiday Inn w polu...

To chyba jedno z ostatnich takich zdjęć. Krowy na Błoniach. Tak, tak. Kiedyś wypas bydła rogatego na Błoniach krakowskich był jak najbardziej dozwolony. Był taki pan który zbierał krówki od okolicznych gospodarzy i wypędzał je na błonia czyli na pastwisko. Kiedy robiłem te zdjęcia opowiadał mi o tym. Pasał od kilku lat.  Najczęściej w tej części za boiskiem Zwierzynieckiego. Często tam jak się chodziło to krowie placki były częściej spotykane niż kretowiska. 
Te zdjęcia już kiedyś publikowałem przy okazji owiec na błoniach http://mareklasyk.blogspot.com/2011/03/owce.html  Zeskanowałem tylko te klatki bo o nich pamiętałem. 


Te zdjęcia krów na Błoniach krakowskich zrobiłem 2 czerwca 1978 roku







Jakoś na poczatku lat osiemdziesiątych zakazano wypasu krów. Teraz nagminnie możemy nastąpić co najwyżej na psią kupę. Niestety Błonia stały się największym psim sralnikiem. Nikt nie sprząta.  

W tym samym dniu robiłem zdjęcia nowo budowanego hotelu ORBIS światowej sieci Holyday Inn sieci ORBIS. Klocek o paskudnej architekturze został wybudowany w szczerym polu. Nikt tam nic nie budował ale już było wiadomo ze miejsce które znałem z dzieciństwa czyli Zarzecze, łąki są już stracone. Za kilkanaście lat zaczęła się zabudowa tego miejsca i trwa do dzisiaj...




Zapewne wracałem do domu torami. zapewne coś mnie podkusiło, zapewne to był ten pociąg. W kazdym razie nacisnąłem migawkę. I tak powstało jedyne zdjęcie w mojej niepamięci analogowej tego miejsca. To tunel w okolicy Bronowickiej. To miejsce dzisiaj wygląda zupełnie inaczej...



Marek Lasyk

wtorek, 10 marca 2015

50 twarzy moich.....

.... no trochę przesadziłem Ale kilkanaście znalazłem. Właśnie popatrzyłem na daty i okazało się że ja dzisiaj też obchodzę " miesięcznicę " ... 100 tysięcy klat "  ukazuje się już od miesiąca czyli czas na pierwsze podsumowanie i jubileusz.
Było 16 wpisów. Moja niepamięć analogowa przyciągnęła ponad 2 tys odwiedzających. Czyli średnio każdy wpis czytało i zdjęcia oglądało gruba ponad setka. Nie mówie ile lubiło wpisy na FB  Bardzo dziękuje i ciesze się że te zdjęcia i moje zapiski  jeszcze kogoś interesują. Zapraszam dalej a zaręczam że będzie się działo. 

No a teraz jubileusz. W mojej niepamięci analogowej niewiele znalazło się mojej twarzy. Ja jako" rasowy " fotografista nie fotografuję się. Wtedy kiedy działała niepamięć czegoś takiego jak słift foci nie było. W ogóle się o takich cudach nie myślało. A jeszcze żeby fotografsta sam sobie dobrze robił ? Niepojęte. 

Do zrobienia zdjęcia fotografiście musiał być człowiek. Inaczej by nie było zdjęć fotografisty. Statywów nigdy nie lubiłem a samowyzwalacz miałem zepsuty. Stad moich twarzy jest zaledwie kilka. Znając złośliwość wrodzoną moich koleżanek i kolegów po aparacie miałem niejakie obawy. Ale stwierdziłem że człowiek w moim wieku nie ma już nic do ukrycia. Wiec ad rem ....    

To zdjęcie już znacie. Bałtyk, wiatr we włosach, Głos Wybrzeża w pysku niósł czy tak jakoś....

 
Ale tych już nie znacie. Rok 1979 Jeden z najpiękniejszych moich obozów. Wędrowny obóz " Szlakiem majora Hubali " po świętokrzyskim. Piękny czas. Za umundurowanie polowe robiły " texasy " z " Odry " czerwony podkoszulek ( broń cie Panie Boże nie nazywany T - shirtem ) i ogromne sombrera na głowie. Taką mieliśmy fantazję.


Na owym obozie zrobiono mi kilka fot. Ponieważ byłem również operatorem filmowym i robiłem film z obozu ( cudowna " 16 " Krasnogorsk taka sama kamera jak w " Amatorze ") więc aparat leżał i ktoś skorzystał . Teraz zdjęcia są jak znalazł. 


To pudło leżące obok mnie to właśnie torba na kamerę. 


Obok mnie Krzyś no i ja ze swoim cudem. Oba zdjęcia zrobione na kieleckiej Kadzielni



Zdjęcia poniższe to największe odkrycie. Myślałem że je zniszczyłem. Ale nie przepadły niestety. To cała seria, chyba będziecie zadowoleni. Przepraszam za jakość ale ostatecznie nie ja fotografowałem. Kiedy je zobaczyłem najpierw płakałem ze śmiechu, potem długo się zastanawiałem czy aby nie wyrzucić. Pozostawiłem. Przypomniałem sobie zdjecia Witkacego i jego miny i pomyślałem że on musiał się szprycować jakimś świństwem , ja to zrobiłem bez żadnych " polepszaczy " życia...
Jest wiosna 1979 roku. Idziemy do leśniczówki. Zatrzymujemy się pod " Domkiem wisielca " ( ci co ze mną chodzili wiedza gdzie i co ) no i mnie napada aby przed swoją przyszłą udowodnić że nie mam jeszcze takiego brzucha i potrafię wpakować swojego brudnego palucha lewej nogi do gęby. Jak osesek. No i towarzystwo marło ze śmiechu a Jolka robiła foty....







I jeszcze raz wiosna 1979 rok. Jesteśmy nad Skawą
A ja śpiewałem przed moją przyszłą " Jestem królem zwierząt ! " Dlaczego ? Wolę się nie domyślać !


No i na koniec zdjęcia z gór których pewnie znajdę jeszcze sporo. Najpierw z Hali Krupowej z jesieni 1979 roku, i z czerwca 1978 z Czerwonych Wierchów, trzymając w palcach Ostry Rochacz...


 

No i taki prezent sobie zrobiłem z okazji miesięcznicy. Już słyszę wasze porykiwania wiec obiecuję solennie że...cdn !

Marek Lasyk