Specjalnie taki tytuł dałem bo po 35 latach nie umiałbym określić gdzie dokładnie robiłem te zdjęcia. To było wywierzysko na drodze z Boru do Leśniczówki. Piękna była wtedy pogoda i ten las był niezwykle plastyczny. Piękny czas Październik 1980 rok. To było chyba w czasie naszego poweselnego wyjazdu na tydzień do leśniczówki. Zdjęcia z tej sesji wiszą w Lubniu u teściów do dzisiaj. Ale kiedy je teraz oglądam uważam że nic nie straciły. Trudno mi będzie znaleźć podobne w 100 tysiącach klat....
Toporzysko Bór Październik 1980 rok. .
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Szlakiem " Hubala "....
... to był najlepszy obóz wędrowny jaki przeżyłem. Zorganizowaliśmy go w 1979 roku kiedy to przypadała 40 lat od wydarzeń 1939 roku i powstania Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego majora Hubala.
Naszym patronem Szczepu był właśnie " Hubal " czyli major Henryk Dobrzański.
Trzy tygodnie naszej włóczęgi po ziemi Świętokrzyskiej, było wtedy dla mnie jak odkrywanie nowego świata. Nigdy oprócz jakis drobnych wyjazdów nie bywałem w rejonie Gór Świętokrzyskich wiec dla mnie było wszystko nowością. Była nas grupa kilkunastu osób , wiekowo od zucha ( Staś ) po starych repów ( czyli ja i Jasiek 22 i 25 lat czyli dla większości uczestni8ków starcy ). Oprócz miejscowości związanych z Hubalem jak Huciska, Skłoby, Anielin byliśmy i zwiedzaliśmy mnóstwo innych miejsc. Kielce, Sandomierz, Baranów, Krzyżtopór. Pewnie jeszcze nie raz w 100 tysiącach... znajda się zdjęcia z tych wyjazdów.
Naszym patronem Szczepu był właśnie " Hubal " czyli major Henryk Dobrzański.
Trzy tygodnie naszej włóczęgi po ziemi Świętokrzyskiej, było wtedy dla mnie jak odkrywanie nowego świata. Nigdy oprócz jakis drobnych wyjazdów nie bywałem w rejonie Gór Świętokrzyskich wiec dla mnie było wszystko nowością. Była nas grupa kilkunastu osób , wiekowo od zucha ( Staś ) po starych repów ( czyli ja i Jasiek 22 i 25 lat czyli dla większości uczestni8ków starcy ). Oprócz miejscowości związanych z Hubalem jak Huciska, Skłoby, Anielin byliśmy i zwiedzaliśmy mnóstwo innych miejsc. Kielce, Sandomierz, Baranów, Krzyżtopór. Pewnie jeszcze nie raz w 100 tysiącach... znajda się zdjęcia z tych wyjazdów.
Zaczęliśmy od Baranowa Sandomierskiego... Za mundury polowe służyły nam czerwone podkoszulki i wielkie słomkowe sombrera...
Mocząc nogi w pałacowym stawie dziewczyny usłyszały " Chyba wam się w dupach poprzewracało " od ciecia pilnującego park....
To zdjęcie z Sandomierza . chyba się nazywa Ucho Igielne....
Spaliśmy tam gdzie doszliśmy ze swoimi betami. Raz przy drodze, raz na mokradłach, raz w lesie czy stodole....
Dziewczyny ( dziś byśmy powiedzieli laski ) prezentują to co targały zawsze na wyjścia. Czyli apteczkę i wodę....
W Puszczy Świętokrzyskiej co rusz ujeżdżaliśmy powalone pnie....
A to też z Puszczy. Właśnie robiliśmy posiłek...
W Trzciance spaliśmy w tej stodole....
Baranina witała się z Baranem....
...i pomagaliśmy gospodarzom w zbiorach i nie tylko.
W Ujeździe zwiedzaliśmy zamek Krzyżtopór.....
... a w Nowej Słupi słowiański gród...
Obóz zakończyliśmy w miejscu śmierci Hubala na Szańcu Hubala w Anielinie...
Obóz trwał trzy tygodnie czerwca i lipca. Zdjęć z tego wydarzenia mam znacznie więcej i pewnie w blogu będą się przewijać jeszcze nie raz
Obóz wędrowny " Szlakiem mjr. Hubala " czerwiec - lipiec 1979 r.
niedziela, 5 kwietnia 2015
Wiadra,bańki, dyngus
To był jeden z pierwszych wyjazdów grupowych do Leśniczówki. Wiosennisko 1979 rok. Święta Wielkanocne dla nas był na pewno zapamiętany na długi, długi czas. Dla mnie tamto wiosennisko będę pamiętać do końca życia. Z dwóch powodów. Fantastyczna atmosfera pierwszych takich Świąt Wielkanocnych, świetni kompani do zabawy ( i kompanki ) , głęboki las, piękna pogoda i dzicz kompletna. Ale jest i drugi powód : niezwykły chyba już nie do powtórzenia Śmigus Dyngus na wiadra, konewki, bańki na mleko a w końcu pobliski potok.
Zaczęło się oczywiście niewinnie. Ktoś, gdzieś, kogoś, kropla wody no i poooooszło !!!!
Zaczęło się oczywiście niewinnie. Ktoś, gdzieś, kogoś, kropla wody no i poooooszło !!!!
Na wiadra zaczęła Jola. Uciekam oczywiście ja....
Trzeba było zebrać siły i uderzyć z podwójną siłą
Studnia koło Leśniczówki miała niezwykłe branie...
A jak już się nabrało " naboi " następowały krótkie negocjacje ( uciekaj albo poczujesz aż do majtek )
... po czym następowała szybka i intensywna pogoń ....
... i obiecane sruuuuuuuuuuuu ....
Czasami przeciwnik się " odgryzał "
Jola w pewnym momencie uciekła na pobliskie ostrewki....
A kiedy następowało zmęczenie materiału chodziło się z wiadrem i pilnowano się bo przeciwnik mógł zaatakować znienacka
Dyngus po godzinie zakończył samokąpiołko z wiadra wody z potoka....
Czas leci i chociaż tradycja jeszcze nie zamarła to jednak te byłe Dyngusy to dopiero były Dyngusy.
Marek Lasyk 04.04.2015 r.
Luboń Wielki....
.. czyli " Głupia Góra " bo tak ją ochrzciliśmy w połowie lat 80 - tych kiedy robiłem papiery przewodnika beskidzkiego. A dlaczego głupia ? No bo styrmać się trzeba wysoko, a później jak się wyjdzie .....to trzeba zejść. Żadnej perci, żadnego szlaku graniowego , no co się uzyskało na wysokości to trza odrazu stracić. Dlatego Luboń Wielki leżący w pasmie Beskidu Wyspowego jest " Górą głupią " i tyle. Nie zastanawialiśmy się nad problemem czy pozostałe szczyty Beskidu Wyspowego też tak mają ( są głupimi ) ale Luboń już tak pozostał.
Do napisania tego postu zmusił mnie widok tych zdjęć i mój stary druh harcerski Robert Urbański który na fb opublikował piękne swoje zdjęcie z synem z przed schroniska na Luboniu.
Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych byłem na Luboniu jak obliczyłem 34 razy. Czasami był to okres gdzie co tydzień meldowałem się w tym schronisku. Znany nam chatar z tamtych lat Stanisław znał już nas tak dobrze że jak kiedyś o godzinie 1 w nocy załomotaliśmy do drzwi schroniska nawet się nie zająknął mówiąc " No trochę się zdziwiłem że was nie ma ..."
Jeździłem tam sam, z Jolą, z harcerzami, z turystami, znowu sam, z Jolą z dziesięć razy, znowu z harcerzami i tak w kółko. Najśmieszniejsze jest to że zanim tam wlazłem pierwszy raz w 1978 roku to ze trzy razy wychodziłem i nie wszedłem. Zawsze coś na drodze stanęło. A to choroba, a to burza, a to brak czasu. Wiec kiedy tam wlazłem pierwszy raz, tak wchodziłem tam bez opamiętania.
Najlepsze zdjęcia które tam zrobiłem nie widziałem do dzisiaj. Rano kiedy wstaliśmy była przepiękna zima. Słońce mróz kilkustopniowy błękitne niebo no cud, miód, malina. Rzuciłem się na swojego Starta w wysmażyłem kilka filmów. Jakież było moje rozczarowanie kiedy po wywołaniu okazało się że albo temperatura, albo chemia, albo coś innego nie zadziałało i filmy po prostu były jakby niedowołane. Bez kontrastu , bez słońca w ogóle dramat. Nawet kontrastowe papiery tego nie przerobiły. Byłem wściekły bo wiedziałem że takiej pogody chyba już nigdy na Luboniu nie zastanę. Ale filmów nie wyrzucałem na szczęście. Powróciłem do nich w niepamięci analogowej. I ku mojemu zdumieniu wyszły świetnie ze skanera.
Dzieki temu w 100 tysiącach klat ...Luboń Wielki...
Do napisania tego postu zmusił mnie widok tych zdjęć i mój stary druh harcerski Robert Urbański który na fb opublikował piękne swoje zdjęcie z synem z przed schroniska na Luboniu.
Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych byłem na Luboniu jak obliczyłem 34 razy. Czasami był to okres gdzie co tydzień meldowałem się w tym schronisku. Znany nam chatar z tamtych lat Stanisław znał już nas tak dobrze że jak kiedyś o godzinie 1 w nocy załomotaliśmy do drzwi schroniska nawet się nie zająknął mówiąc " No trochę się zdziwiłem że was nie ma ..."
Jeździłem tam sam, z Jolą, z harcerzami, z turystami, znowu sam, z Jolą z dziesięć razy, znowu z harcerzami i tak w kółko. Najśmieszniejsze jest to że zanim tam wlazłem pierwszy raz w 1978 roku to ze trzy razy wychodziłem i nie wszedłem. Zawsze coś na drodze stanęło. A to choroba, a to burza, a to brak czasu. Wiec kiedy tam wlazłem pierwszy raz, tak wchodziłem tam bez opamiętania.
Najlepsze zdjęcia które tam zrobiłem nie widziałem do dzisiaj. Rano kiedy wstaliśmy była przepiękna zima. Słońce mróz kilkustopniowy błękitne niebo no cud, miód, malina. Rzuciłem się na swojego Starta w wysmażyłem kilka filmów. Jakież było moje rozczarowanie kiedy po wywołaniu okazało się że albo temperatura, albo chemia, albo coś innego nie zadziałało i filmy po prostu były jakby niedowołane. Bez kontrastu , bez słońca w ogóle dramat. Nawet kontrastowe papiery tego nie przerobiły. Byłem wściekły bo wiedziałem że takiej pogody chyba już nigdy na Luboniu nie zastanę. Ale filmów nie wyrzucałem na szczęście. Powróciłem do nich w niepamięci analogowej. I ku mojemu zdumieniu wyszły świetnie ze skanera.
Dzieki temu w 100 tysiącach klat ...Luboń Wielki...
Taka zima tylko w lutym 1980 roku.....
A tak pięknie, młodo i niebogato wyglądaliśmy. A jacy szczęśliwi....
Jola i Ja...
A schronisko ujrzałem pierwszy raz na oczęta me w grudniu 1978 roku. Było ponuro...
Do dzisiaj Luboń Wielki pozostał moją ukochaną " Głupia Górą " Przestałem liczyć wielokrotność wychodzenia na nią. Kiedy pytają mnie znajomi o jednodniową wyrypę z Krakowa zawsze pada odpowiedź " A na Głupiej Górze byli ? Nie ? No to niech jadą ! Cudne miejsce w Beskidzie Wyspowym !!! "
Marek Lasyk 04.05.2015
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























































